środa, 21 września 2016

O pomponie i o przyimku

"Piję herbatę z filiżanki, na której granatowy pas otoczony jest dwukrotnie kunsztowną złotą koronką, inkrustowaną w porcelanie. Jest to typowy Stary Berlin. Chciałbym z uroczych, sentymentalnych, pękatych dzbanków do mleka i śmietanki, z wytoczonych z niesłychanym smakiem i czułością, atłasowych niemal dzbanuszków do kakao, z zalotnych, a jednocześnie dostojnych i familijnych filiżanek do białej kawy odtworzyć życie mieszczanina niemieckiego sprzed stu laty, który podziwiał Schillera, zachwycał się Bachem(...)"
Wokół literatury, Pisma wybrane t.2, Jan Kott

Tom trzeci tych pism wybranych czyli "Fotel recenzenta" wpadł mi w oko zupełnie przypadkiem w pewnym łódzkim antykwariacie. Długo nad nim wzdychałam (bo ostatnio nic nie kupuję) i wiele razy zaglądałam na chybił trafił do środka czytając niezwykle zachęcające urywki. -Głupio tak mieć tylko trzeci tom - zauważyła słusznie przyjaciółka od książek, więc odłożyłam z westchnieniem Fotel na stołek. I z ulgą (bo ostatnio nic nie kupuję). Po czym wróciłam do domu i w ciągu kwadransa kupiłam na Allegro trzy tomy. Bo czasem jednak trzeba kupić pomimo zasad.
Ale nie to czytam.


Nie to też dziergam (bo dzisiaj środa z Maknetą - czytamy i dziergamy na raz).
W dzierganiu i czytaniu zapanował jakoś przedziwnie chaos. Komin prawie skończyłam na urlopie, ale przed zamknięciem wymaga pomiarów ze starym kominem w domu, czapkę zaczęłam na urlopie i prawie skończyłam w domu, został tylko pompon, a na pompon potrzebuję całej niedzieli wolnej, której ostatnio nie miałam. I dużo stalowych nerwów, a w tych jakby deficyt. Dziergam więc rękawy czekoladowej Elli, bo one nie wymagają ani niedzieli, ani starego komina a i tak przybywa ich w tempie ślimaczym. No cóż, lato, chaos, upały, ochłodzenia, wyjazdy, powroty, susza, lato, nie ma co się przejmować.  
Biografia Potockiego niby też nic nie potrzebuje, ale cały czas jest drobnym druczkiem, więc tempo czytania jest całkiem jak Ella. Zainspirowana przez Maknetę i informacje o książce "Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków", zajrzałam do nie-kupuję-tego i przepadłam. Bo ja też nie kupuję ostatnio (prawie całkiem) i taki minimalizm mnie bardzo dyscyplinuje i porządkuje w chaosie. Samo czytania o odgruzowanych szafach sprawia, że moje szafy też jakby łapią oddech. Razem ze mną.

W bliski mi od niedawna minimalizm wpasowała się połowicznie ale za to jakże gorliwie książka "Wszystko zależy od przyimka", która co prawda miała swoją cenę i wymagała kupna, jednak swobodnie i bez upychania mieści się w czytniku. Jej wersję papierową wetknęła mi w ręce koleżanka w czasie wspomnianego wyżej zwiedzania antykwariatu i skutek uboczny przeglądania wersji papierowej objawił się w domu nabytym e-bookiem. Nie da się odłożyć czytania tej książki na później - po prostu trzeba od razu. Jest to rozmowa Jerzego Sosnowskiego z Jerzym Bralczykiem, Janem Miodkiem i Andrzejem Markowskim na temat współczesnych problemów mowy polskiej. Oszałamia lekkością, erudycją, dowcipem. Jeżeli chcecie wiedzieć czy Mickiewicz marzył o emotikonach z szabelką, czy umarł dokładnie czy nie, jak wygląda studentka na kole i do kogo Rzecki mówił "chodź pan", jak przecinek wpływa na opalanie oraz kto poza profesorem Miodkiem był apologetą myślnika, to nie pozostaje nic innego, jak przeczytać tę rozmowę.
Rozmowa ma również tę zaletę, że nie jest wykładem i naświetla problemy z różnych stron i czasem jest za a czasem przeciw. A dokładnie to nie rozmowa, ale jej uczestnicy.
Czytając, mam wrażenie, że sama jestem uczestnikiem, co jest bardzo przyjemne a nawet budujące, z aprobatą kiwam głową nad papiero-podobnym ekranem, bulwersuję się albo chichoczę pod nosem.

- Jak tam pompon? - pytanie młodszego syna wsącza się w moje chichoty i niefrasobliwe chaosy - Jakiś progres?
Wracam do rzeczywistości, a w niej ostatni dzień lata. Koniec chaosu, swawolnych urlopów, jutro jesień, czas powagi, dojrzewania i ładu w spiżarniach. Liście mają kolor butelkowej zieleni, gdzieniegdzie rdza już je nagryza, światło kładzie się na nich fioletowymi odcieniami. Mgiełki pełzają po trawach w zimne poranki. Nie ma rady, trzeba w niedzielę pociąć włóczkę na kawałki, zacisnąć zęby, zawiązać pompon i pomału szykować się na zimny czas. Jesień idzie, nie ma na to rady.

Dziękuję za odwiedziny, przemiłe komentarze. Dobrego dnia! :)

12 komentarzy:

  1. Tak to juz jest z tymi ksiazkami, ze mimo zaklinania sie ze narazie nic nie kupuje, to ktroasz tak zawroci w glowie, ze jednak sie ja kupi...albo caly zestaw;) dziekuje za mile slowa w moim wpisie. Moja przygoga z twroczoscia Pani Aleksandry rozpoczela sie wlasnie od Wankowicz, bo podobnie jak piszesz, jest on moim ulubionym pisarzem. Czesto wracam do jego ksiazek i zachwycam sie nad pieknym jezykiem, stylem pisania, poczuciem humoru. A Pani Aleksandra mieszka niedaleko mnie i nawet udalo nam sie nawiazac kontakt, bylam na spotkaniu autorskim z nia , cudowna, przesympatyczna osoba. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wańkowicz to moja ulubiona stara szkoła (głównie jeżeli chodzi o polszczyznę). Moja mama też go bardzo lubiła i stąd mam dużo jego książek, muszę zajrzeć, bo dawno nie czytałam.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Pięknie piszesz i o książkach...i o jesieni. A ten pompon to nie tylko Twoje zmartwienie. -Moja siostra zamówiła u mnie czapkę. I zgadnij jaką? Z pomponem, który nie jest moim ulubionym zajęciem twórczym:)
    Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I współczuję pompona. :))

      Usuń
  3. Mam super prosty sposób na piękne pompony. Robię je na .....gilzie od foli aluminiowej, łatwo, szybko i efekt bardzo OK.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy patent. Ja najgorszy problem mam z rozmiarem. Nigdy nie udaje mi się trafić we właściwy, chociaż mam profesjonalne narzędzia z plastiku. :)

      Usuń
  4. Całe szczęście, że kupowanie książek to nie moja bajka, czytanie, owszem, ale nie kupowanie. Pięknie napisałaś o jesieni w ostatnim akapicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ja tak lubię kupować książki, że zdarza mi się żałować, że mam ją już i nie mogę jej kupić jeszcze raz. To znaczy mogłabym ale byłoby to już skrajnie nierozsądne. Dziękuję! :)

      Usuń
  5. Ja na wszelki wypadek omijam wszelkie miejsca z zakupowymi pokusami szeroki łukiem, chociaż nie do końca pozostaję odporna.
    Jesień kocham każdą - kolorową, szarą, deszczową, ponurą.
    Życzę wytrwałości z pomponem :)
    PS Też bardzo nie lubię drobnego druku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale te pokusy wciskają się zewsząd. :)
      Dzięki, poza wytrwałością potrzebna mi odwaga żeby zacząć. :))
      Pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję za komentarz