środa, 26 marca 2014

Mitenki na ziarnku grochu


 Zawsze kiedy dziergam mitenki i nastaje moment kciuka i  mam w rękach cztery druty skarpetkowe, marker, drut z żyłką oraz samą mitenkę, obiecuję sobie, że już nigdy więcej mitenek:


Co zwykle okazuje się być nieprawdą, w związku z tym kolejna środa wspólnego dziergania i czytania zastała mnie w mitenkowych próbach i bajkach.
Mitenki będą w odcieniach szarości dla koleżanki z pracy, a baśnie przywiozłam z mojej wycieczki weekendowej do stolicy. Ilustrował je Marcin Szancer jeden z lepszych ilustratorów dla dzieci.


Baśnie są oczywiście autorstwa Andersena, ja lubię jego baśnie, chociaż niektórzy mają po nich traumy czy lęki. W ogóle lubię baśnie, lubiłam od zawsze. Zanim nauczyłam się czytać, zamęczałam babcię o ich opowiadanie, aż opowiedziała wszystkie.
- To zmyślaj. Zmyślaj ale opowiadaj.
W baśniach jest właśnie jakieś nienasycenie, można słuchać i słuchać, jak to był król, była królewna i smok i Baba Jaga. Jest strasznie, jest ciemno, jest groźnie i wszystko się dobrze kończy.
Najbardziej lubię bajki magiczne, lubię powtarzające się motywy, lubię to zaskoczenie, kiedy nieoczekiwanie niedźwiedź z obciętą głową okazuje się być po prostu norweską wersją wróżki z Kopciuszka.

A do Warszawy jechałam pociągiem. W pięć minut zapakowałam dwie bluzki, parasolkę i krem, za to dwa dni namyślałam się z jaką jechać robótką. Na tapecie mam chustę entrelac, która jest prosta, nie wymaga schematu, co jest plusem w podróży i chustę Echo flowers, której bez schematu nie da się robić, co jest oczywistym minusem. Ale Esmeralda jest duża i bardzo grzejąca, niezbyt wygodna w podróży, padło więc na poręczną Echo w kolorze surowym. Najpierw kupiłam kuferek podróżny robótkowy, który poza nieco obciachowym imidżem ma same zalety. Jest pojemny, stabilny, obszerny, lekki i szeroko się otwiera. Robótka w nim ma warunki pierwszej klasy:


Chusta w kolorze wrzosu została w domu, ma się ku końcowi, zostało jeszcze tylko sześć kwadratów. I zapewniam, że to nie ja sprowadziłam mrozy z powrotem, bo tylko raz (może dwa) żałowałam, ze kończę ją w czas wiosenny i przeleży do następnego zimowego sezonu.


















Dziękuję wszystkim bardzo bardzo za miłe komentarze. Miłego dnia! :)

wtorek, 18 marca 2014

Lata z kwadratami

Czyli wspólne środowe dzierganie z czytaniem.
Na drutach dalej różowe wrzosy, kwadratów przybywa, Entrelac okazał się nie taki straszny jak się malował. Dodatkowo zakładam kwadraty markerami oraz śliczną agrafką chińską wydzielam oczko do wspólnego przerabiania. Bardzo się wtedy prosto robi, nie trzeba się namyślać.
W słuchawkach natomiast "Najpiękniejsze lata" Józefa Hena. Spodziewałam się sielskiego dzieciństwa, jakichś może ogrodów, pierwszych książek, ciastek w witrynie cukierni, a tu okazało się, że najpiękniejsze lata przypadły na wojnę, ucieczkę z Warszawy i tułaczkę w tamtych gorących bardzo czasach na Ukrainę.
Bardzo pięknie pisze Hen, szkoda mi trochę że sam czyta - głos ma niezbyt melodyjny, dykcję w ogóle fatalną, jednak czasami jakby zapominał, że czyta i ma się wtedy wrażenie, że słucha jego wspomnień snutych gdzieś na ganku jakiegoś biednego domku, do jedzenia tylko chleb i kartofle ze słoniną.



Siedzę więc na poduszce w drobne kwiatki, ciepła Esmeralda grzeje mi kolana, na drutach śmigają oczka a ja słucham jak Hen jeździł po marmoladę do Lwowa, jak w tamtych okropnych czasach kupował antologię poezji polskiej za prawie wszystkie pieniądze, jak złapało go NKWD i jak jadł w kółko jagły i z głowy pisał referat o czasach klasycznych, jak orał nocą na traktorze a za traktorem trop w trop szedł głodny wilk i czekał aż Hen spadnie.
Wspomnienia z werwą, bardzo barwne, żywe, sugestywne i z humorem. Mimo wszystko. Tamta nieludzka ziemia nie odbiega tak bardzo od naszej, mówi Hen. I wszędzie człowiek jakoś się musi odnaleźć.
Miłego dnia!

niedziela, 16 marca 2014

Dzień Entrelaca

 "-Wie pan, ile lat jeszcze będą mnie czytali? Siedem."
Powiedział Czechow do Iwana Bunina, kiedy w księżycową noc siedzieli na ławeczce w Oriandzie niedaleko Jałty i patrzyli na morze. Czechow wydłubywał końcem laski drobne kamyczki i na szczęście nie miał racji.
W Czechowie można się zakochać równie mocno jak w jego opowiadaniach. W opowiadaniach jest prawda, jest poezja i jest rozgwieżdżone niebo nad stepem. Co za tępa kretynka - powiedziałby na to Bunin, gdybym była krytykiem literackim, szczęśliwie nim nie jestem. Sam Czechow był szlachetny, prostolinijny i miał cudowne poczucie humoru. Kochał kwiaty. I kochał Moskwę.
Książka "O Czechowie" nie jest właściwie książką - są to zebrane przez Bunina materiały do książki. Fragmenty wspomnień innych, jego uwagi, jego wspomnienia. Ale mnie to wcale nie przeszkadza. Nie przeszkadzają mi powtórzenia, lakoniczność, szorstkość tych notatek.
Znowu czytam o pięknej miłości Czechowa do Awiłowej. "A może by Pani podjechała do mnie z dworca napić się kawy? Jeśli będzie pani z dziećmi, to proszę zabrać je ze sobą. Kawa z buleczkami i śmietanką; dostaniecie nawet szynkę."

Tak, warto czytać Czechowa, jest w nim samo życie. Zakładam go Florą. Bo kochał kwiaty.


Na drutach Esmeralda czyli mój pierwszy entrelac. Zawzięłam się, nastawiłam bojowo, uzbroiłam w markery i całą niedzielę dziergałam. Od rana do wieczora z małą przerwą na obiad. Przyznam szczerze, że po tylu godzinach dziergania trochę się kręci w głowie i w oczach ma się różne pętelki.
Padłam w poduszki, a w poniedziałek zmierzyłam to, co zwisło z drutów w dużych ilościach trójkątów rozbiegowych i pierwszych kwadratów. Okazało się, że w wirze walki zaczęłam chustę ponad trzy metrową. Nie było rady, jeszcze przed wyjściem do pracy sprułam wszystko do suchej nitki.
Ale już wiedziałam, że umiem. Nabrałam mniej liczne oczka jeszcze raz i teraz mam bardzo wrzosowo na drutach.


Jest tak wrzosowo, że będę potrzebowała odmiany i z tą myślą pobiegłam do wiadomo jakiego sklepu.   Za moje zasługi na niwie zakupów, dostałam nawet torbę. Magic jest taka milusia, że jeszcze nad otwartym kartonem udziergałam próbkę.


 Idę robić następny kwadrat. :)
 

wtorek, 4 marca 2014

Robótkowe seraje

"Gdy Grzegorz wnosił zapalone już lampy, najczęściej czytałem głośno, siedząc w głębokim fotelu, zas moja Najmilsza siedziała z drugiej strony pod lampą z wykwintną robótką w ręku"
A. Kieniewicz, Nad Prypecią dawno temu...

Takie śliczne fragmenty można znaleźć w "Zakątku pamięci". Albo przepis na serajowe kadzidła w papierkach. Przy czym owe kadzidła nie z sera rodem, jak w pierwszej chwili myślałam, ale z seraju, co czyni ich zapach znacznie bardziej przyjemnym na pewno.
Taka to właśnie książeczka ów Zakątek - nie wybitna może, ale miła i ciekawa zwłaszcza dla entuzjastów tamtych czasów, kiedy to w kuchniach był trzon - bo na żadnej płycie się tak dobrze nie ugotuje jak na otwartym ogniu, mówiła pani Nakwaska, ówczesna Perfekcyjna Pani Domu, obok jadalni był kredens, a cukier siedział w apteczce zamknięty na klucz.


W roli mojej wykwintnej robótki plan na sweter z Nepalu Drops. Ma być prosty z ryżem ewentualnie ścieg francuski, ale na razie szukam inspiracji.
Do klimatów dworskich zakładka frywolitkowa nabyta drogą kupna, szydełko i frywolitki to nie moje dziedziny póki co. :)




A poniżej mój pierwszy entrelac, rozmiar pięć centymetrów, robiony w ramach przygotowań do entrelaca prawdziwego. Nawet wyszedł kwadrat, trzeba się dobrze przyjrzeć. Coś jest jednak nie tak z rozmiarem drutów, dziewczyny dziergają na czwórkach, a mnie się trójki wydają za grube do Delihta. Dzisiaj po pracy dalsze próby.


Miłego dnia!

niedziela, 2 marca 2014

Osobliwe przypadki Chusty E.

Na samym początku chciałam mieć chustę, co jest o tyle dziwne, że chust nie noszę; wobec niezwykle koronkowej ich urody jest to jednak szczegół mało istotny. Potem długo chodziłam, oglądałam, namyślałam się, zasięgałam rady, aż znalazłam kurs Intensywnie Kreatywnej, zakupiłam dwa motki włóczki Kid-Silk i rozpoczęłam dzierganie z Nowym Rokiem. Moje schematy do dziergania wyglądają niczym karteczka owego genialnego dyrygenta, który zawsze dyrygował ze ściągą - skrzypki po prawej, wiolonczele po lewej. Przynajmniej tak się pocieszam, bo nie mogę za nic zapamiętać, które oczka są razem od przodu, a które od tyłu. Zaczęta chusta zawsze wygląda niepozornie, niczym brzydkie Kaczątko:


Mijały dni i tygodnie, ja dziergałam, liczyłam oczka, niczego do dziergania nie słuchałam, bo liczyłam oczka i zakładałam kolejne markery, żeby nie liczyć, najpierw mi się skończyły markery niebieskie, potem zielone, w końcu musiałam zakładać czerwone, i dalej musiałam liczyć. Pot zalewał mi oczy, włoski od koziego mohairu wchodziły mi w oczka i żeby je rozeznać, uciekałam się do pomocy lupy, nie było lekko, ale przyjemnie mimo wszystko a chusty przybywało i przybywało, chociaż dalej nie okazywała swojej urody.


Nagle, w ósmym rzędzie kwiatków, tuż przed borderem z bąbelkami, w drugim motku zaczęło prześwitywać dno. Jakby na niego nie patrzeć, czy pod światło, czy w ciemnościach, nie wyglądał, że wytrzyma do końca. Pobiegłam więc w nerwach do sklepu, nabyłam trzeci motek (ostatni wtedy na półce!) turkusu na wszelki wypadek. Jak słusznie zrobiłam okazało się już niebawem, albowiem motek skończył się definitywnie tuż przed bąbelkiem.


W planach miałam jednak następną chustę, więc czekając na paczkę, zaczęłam ją dziergać z surowego Lace Drops:


Paczka z turkusem niczym nie Godot przybyła i tym sposobem moja pierwsza Echo Flowers niebawem mogła zostać uwolniona z drutów. I wtedy okazało się, że uroda, nieco jeszcze pomięta, ale jest:


Potem tylko pranie w szamponie dla dzieci, kilkakrotne mierzenie temperatury termometrem do wina (wreszcie się przydał, bo wina jakoś nigdy nie ma czasu mierzyć, czy odpowiednio schłodzone, zawsze droga od lodówki do kieliszka jest zbyt krótka), godzinne klęczenie z  drutami w zanadrzu i szpilkami w ustach i oto chusta objawiła się we wzorze:


i zaczęła wyglądać trochę jak witraż:


Nawet w niej chodzę i już się z nią oswoiłam, bo kiedy pierwszy raz poszłam w niej do pracy, przez osiem godzin głównie myślałam, że mam na sobie chustę. :)
Bardzo się z niej cieszę, mimo że ma kilka błędów. Jak później się okazało, na debiut wybrałam najtrudniejszy wariant włóczki - ciemny z włoskami.
Dane techniczne:  Kid-Silk Drops 24 - 64 g (dwa motki i trochę), druty Dropsa na żyłce numer 4.

Druga chusta dzierga się zupełnie inaczej. Mam do niej nowe okulary, włóczka jest jasna i z krótkim włoskiem. No i teraz wreszcie ogarnęłam liczenie do dziewięciu i zrozumiałam wzór. Nawet nie muszę zakładać markerów - wiem gdzie jestem, przynajmniej w kluczowych momentach. Mogę nawet słuchać do dziergania, teraz w słuchawkach świetna "Autobiografia" Agathy Christie. Lekko napisana, nie bez refleksji i oczywiście z humorem. A humor, jak wiadomo, jest ważny.

No i na koniec tego dlugaśnego posta kolejny odcinek serialu z zakładkami. Tym razem "Diabelska materia". rzecz o paskach, więc zakładka w paski. :)

 Miłego dnia!