[Przestrzeń] nieprawdopodobnie się rozrasta; dzięki osiągnięciom techniki człowiek zyskał możliwość praktycznie nieograniczonego podboju przestrzeni (czy to za pomocą środków lokomocji, czy to dzięki Internetowi). Odwrotnie rzecz ma się z czasem: czas się kurczy. Staje się narzędziem - im "efektywniej" funkcjonuje, tym lepiej. Im mniej człowiek go potrzebuje do osiągnięcia celu, tym bardziej jest zadowolony, ciesząc się z poczynionych "zapasów"; problem i zarazem paradoks polega jednak na tym, że ma go coraz mniej.
Zapomniane/zapamiętane pod redakcją naukową Ewy Ihnatowicz
W ramach nieograniczonych podbojów i wskutek różnych okoliczności, zapisałam się do biblioteki wojewódzkiej. W pewnym wieku pamięć zaczyna bawić się i droczyć, odmawia posłuszeństwa w sklepie spożywczym i po raz któryś każe nam wychodzić ze sklepu bez masła, chociaż to masło mieliśmy kupić, sięga natomiast w głębie przeszłości. Skutki tego sięgania są różne i śmieszne, przypomina nam się droga do szkoły, albo zapach salki katechetycznej, wyślizgana poręcz, po której się zjeżdżało z czwartego piętra. Przypominają się wtedy różne tytuły książek ale ich treść już nie, przypominają się też różne ulubione miejsca, w których czytaliśmy, ale ich tytuły już nie. Zamiast poprzestać na wspomnieniu paczki landrynek, którą dobrze było mieć pod ręką w czasie lektury i zamiast uświadomić sobie, że mam dużo nieprzeczytanych jeszcze książek własnych, wypożyczyłam sobie tom esejów o lekturach dzieciństwa. Bo przecież nie można być w każdym momencie rozsądnym, w niektórych momentach można nie być.
Same eseje, tak jak się spodziewałam, przeczytałam z dużą przyjemnością, jak to bywa z czytaniem o czytaniu - lektury dziecięce w ocenie dorosłych specjalistów wyglądają inaczej i zyskują nowe poziomy. Natomiast skutek uboczny (albo gratis, zależy od poziomu naszego optymizmu) był taki, że zalała mnie fala wspomnień, tym razem z tytułami. Poszłam więc znowu do biblioteki.
Dodatkowo mam listę (ale na małej stosunkowo karteczce) książek, które chciałabym przeczytać a przynajmniej popatrzeć na obrazki. Oczywiście, kiedy taszczyłam je wszystkie na górę, błysnęła mi myśl, że przynieść to nie wszystko, trzeba je jeszcze przeczytać, ale okazuje się, że brak czasu to problem ogólny i to mnie bardzo pociesza, że nie jestem w tym sama. Poza tym, niektóre są cienkie. Właściwie w ogóle nie myślałabym o czytaniu w kategoriach czasu, gdyby nie moje liczne obecnie inne hobby. Cały czas prowadzę journale (tak, w liczbie mnogiej), cały czas robię na drutach, ogarnęła mnie przemożna chęć kaligrafowania (chyba ma to związek z journalami)
Przy okazji rozmarzyłam się nad powrotem do języka francuskiego, bo ma takie śliczne wyrazy i akcent, ale się powstrzymałam. Cały czas też pracuję nad pamiątkowymi albumami, przy czym o ile pierwszy album główny zrobiłam techniką normalną i zwyczajną, czyli wkleiłam zdjęcia i podpisałam, to już kolejny ozdabiam różnymi klapkami dodatkowymi i kieszonkami i jestem o krok od wpadniecia w otchłanie scrapbookingu.
Papiery w każdym razie mam i cały szereg innych rzeczy przydatnych i nieodzownych.
Z drutów schodzi pomału Champagne cardigan z Belli Dropsa, jeszcze tylko plisa, zdjęć nie mam, bo granatowy, najlepiej go wyprowadzić na dwór. Wydzieliłam sobie też małą kupkę włóczek, które mam w planie dziergać w kwietniu i włożyłam je do koszyka w nadziei, że będą w widoczny sposób ubywać, w moich dużych pudłach postępów wyrabiania zapasów w ogóle nie widać, najwyraźniej mam w nich motki i upchnięte, w związku z tym nie ubywa ich, ale się odprężają. Okazało się, że działam według zasad dozorcy z "Momo", który zawsze patrzył na mały odcinek ulicy, kiedy zamiatał, żeby się nie przygnębić nieskończonym zadaniem.
Okazało się też, że działam według pomysłu Homka, który "Teraz nareszcie wiedział co zrobi, to było całkiem proste! Przeskoczy przez całą zimę i jednym długim susem znajdzie się w kwietniu. Nie ma powodu do zmartwień, absolutnie żadnego! Wystarczy zrobić sobie przyjemny dołek do spania i niech świat toczy się dalej własnym torem. A kiedy się obudzi, wszystko będzie tak, jak powinno być"
Dolina Muminków w Listopadzie, Tove Jansson
No i w sumie tak jest. Wiosna przyszła, wszystko kwitnie, słońce świeci, dnie coraz dłuższe, energii coraz więcej i niech tak zostanie, czego Wam i sobie życzę!
Dziękuję bardzo za odwiedziny i przemiłe komentarze, przepraszam za tak długą nieobecność.
PS. Zapomniane zakładałam zakładką z budzikami (taki zbieg okoliczności):
Na spacery chodziłam głównie po Zgierzu brzydkim, ale patrzyłam tylko w miejsca ładne:




























































