środa, 19 kwietnia 2017

Szlaki Zaczarowane

"I poszli trzymając się za ręce. I dokądkolwiek pójdą i cokolwiek im się zdarzy po drodze, mały chłopczyk i jego Miś będą zawsze bawić się wesoło ze sobą w tym Zaczarowanym Miejscu na skraju Lasu."
Chatka Puchatka, A.A. Milne

Miałam szczęście poznać Kubusia będąc małą dziewczynką, polubiłam go nad wyraz od pierwszego czytania, a on, z wdzięczności zapewne, został ze mną aż do teraz (czyli bardzo długo). Został razem ze swoimi garnkami miodu, gimnastyką na schudnięcie, mruczankami na śnieg, jagularami na gałęzi i parasolem na powódź. Wspomagał zawsze Mądrym Powiedzonkiem, humorem, może najmniej ortografią (bo z tym bywało różnie), zawsze za to ciepłem i Dobrocią. Bo tak jak z pszczołami nigdy nic nie wiadomo, to Kubusiem wiadomo zawsze.
A. A. Milne napisał dwa tomy o Puchatku i więcej już w ogóle nic. Wszystkich jego oddanych wielbicieli pociesza nieco myśl, że Krzyś i jego Miś bawią się zawsze na skraju lasu, przygnębia za to świadomość, że nowych przygód już mieć nie będą. Tymczasem nagle i niespodziewanie Nowe przygody pojawiły się znienacka w księgarni, niczym rozbrykany Tygrys we mgle. Po prostu nie mogłam nie kupić.


"Nowe przygody Kubusia Puchatka" autorów różnych, w tłumaczeniu Michała Rusinka. Przeszłam przez nie ze Zdumiewającą Szybkością. Cztery opowiadania, każde napisane przez innego autora, każde toczy się w innej porze roku. Czy są jak stary Kubuś? Oczywiście nie są. Czy dobrze, że są? Zostały napisane i przetłumaczone z miłości do Kubusia, więc chyba dobrze. Czy powinno się je porównywać z oryginałem? Nie powinno się, ale po prostu nie da się tego uniknąć.
Może na początek - Plan Opisu Przygód. Po pierwsze co mi się nie Podobało. Nie podobały mi się same przygody. W oryginale przygody niosą ze sobą cały szereg akcji, spotkań, każda postać ma swój plan, jest zawsze humor sytuacyjny i słowny. Każda przygoda ma nieoczekiwane (i zabawne) zakończenie i morał, albo kilka morałów czy prawd życiowych. Tutaj miałam wrażenie, że szkielecik każdej z czterech przygód jest wątły i mizerny, prawdy jakieś nieco oklepane. Wszystko obłożone dla niepoznaki klimatem i humorem słownym. Sytuacyjnego nie ma w ogóle. Na domiar złego, gdzieś z tyłu głowy kiełkuje podejrzenie, że część pomysłów jest cieniem z oryginału.
No i zarzut największy - nie ma już w nowych przygodach poezji, która z żartem, ironią i prawdą uczyniła z prawdziwego Kubusia dzieło genialne i wielowymiarowe.

Co mi się Podobało? Bardzo podobały mi się ilustracje - utrzymane faktycznie w klimacie (chociaż kolorowe, ale kolor im nie zaszkodził). Podobały mi się dialogi ze słownymi żartami (chociaż niewiele w sumie z nich wynika). Podoba mi się sam język - też bardzo w klimacie i tłumaczenie, mimo że źródła Nilu zostały wyrzucone, ponieważ nie zamieniają się łatwo w sos jak w angielskim oryginale. I podobało mi się, że dla tak wielu osób Kubuś jest Ważny.

Za to zupełnie nie Zdumiewająco Szybko idzie mi w dzierganiu (bo dzisiaj środa, czytamy i dziergamy z Maknetą). Poubierałam się w różne wełniane czapki, poncza i rękawiczki, albowiem wiosna nas nie rozpieszcza ostatnio, serwując śnieżne ekscesy i szrony wprost na białym kwieciu, zwinęłam kilometr jedwabiu w kłębek, wydobyłam z przepastnego pudła druty numer 2,5 i wstąpiłam na jedwabny szlak Knitologa. Ostrzeżona przed niemiłym Pruciem i ohydnym Skręcaniem, zrobiłam próbkę i resztką sił powstrzymałam chęć wpakowania się w ciepłe kołderki niczym Prosiaczek. Będę robić jedwabną bluzeczkę. Jedwab jest tak miły i nierozbrykany (na razie), że zrekompensuje mi, mam nadzieję, liczne z pewnością trudy na szlaku. Obdarte pięty i odciski oraz chłody i głody.

Nieliczne oczka próbki podtrzymywał z trudem malutki słonik, który nijak ma się do słoników Knitologa w podróży, ale stara się ja może, mimo braków w rozmiarach i urodzie. 



Kubusia nowego zakładałam dwiema zakładkami - świąteczną i Kubusiową.


I na koniec ilustracja w zbliżeniu, razem ze słonikiem, który tu wygląda jak żywy (czyli jak namalowany):

 
Dziękuję za odwiedziny i przemiłe komentarze, dobrego dnia!

23 komentarze:

  1. Mnie Puchatek kojarzy się z przekąszeniem małego Conieco (choć poprawnie chyba co nieco;)
    Hanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puchatek nie był zbyt mocny w ortografii. Najlepsze w małym Conieco jest to, że zawsze jest na nie dobra pora. :))

      Usuń
  2. To rzeczywiście miałaś szczęście, bo ja Kubusia Puchatka poznałam będąc już dużą dziewczynką ;) Słonik przecudnej urody, chociaż rzeczywiście malutki, na pierwszym zdjęciu nawet go nie zauważyłam , tak się schował w jedwab, a na ostatnim wygląda tak naturalnie jakby był z tej książki ;)
    Jak Ci się pięty obetrą na szlaku, to zawsze możesz sobie buciki tym jedwabiem wyściełać ;))))) Miłego wieczornego dziergania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, tyle dobrze, że Kubuś z wiekiem nie trafi (z wiekiem czytelnika oczywiście), a nawet zyskuje. :))
      Tak, to klasyczny Hohoń i Słonioc. :))
      Omatko, nie mogłabym stóp sobie obkładać takim luksusem. Za blisko ziemi jednak są. Dziękuję!

      Usuń
  3. Tak czasami bywa, kiedy ktoś myśli, że potrafi zrobić to, czego autor nie zaryzykował. O ile A.A. Milne nie podjął sie dalszego pisania, trudno oczekiwać, że ktos mógł sprostać takiemu wyzwaniu.
    Ale na zdjęciu ten jedwab i druty nie wyglądaja, że są takie cieniutkie.Nowych Ci wrażeń przy dzierganiu i słonikowi też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milne pewnie mógłby napisać równie dobrze, ale chyba nie chciał. On nie bardzo lubił Kubusia. :)
      No tak, zdjęcia przekłamują trochę rozmiary, ale 2,5 na drutach wydrukowane, więc musi być prawda. :)) Dziękuję!

      Usuń
  4. Zapowiada sie piekna jedwabna robotka:) Kubusia tez lubie, zarowno z ksiazke jak i baje, ktore ogladalam z dziecmi jak byly male. Cudny jest!!! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie piękna. :)) Cudny, ale ja bajek z nim nie oglądałam i trochę mam żal do Disneya, że go tak wyżółcił. :)) Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Też chciałam kupić Nowe przygody Kubusia Puchatka, ale po Twoim wpisie, chyba pójdę do biblioteki, a nie księgarni. Chociaż okropnie mnie kusi, żeby mieć kolekcję książeczek o Kubusiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolekcja jest ważna. Ja też mam kolekcję - mam pierwsze wznowienie przygód napisane przez niejakiego Benedictusa, nic nie pamiętam - były miłe, ale nic więcej. Kluczowym tu jest, żeby się nie nastawiać na coś wielkiego, ja się nie nastawiałam, spędziłam miło wieczór, powspominałam starego Kubusia i pooglądałam obrazki. No i mam kolejną pozycję w kolekcji. A kolekcja jest ważna. :))

      Usuń
  6. Ja też poznałam Kubusia dzieckiem będąc, oczywiście z książek, bo filmów jeszcze wtedy nie było. I nie lubię takich pisanych po latach inspiracji pracami autorów, kojarzy mi się to z chęcią odcinania kuponów od nie swojej pracy, bo przecież ludzie kupią z sentymentu do Kubusia, a z treścią różnie bywa... Wolę pozostać przy oryginalnej opowieści, dziękuję za przypomnienie, chyba odświeżę sobie tę lekturę. *^v^*
    Widzę, że też skusiłaś się na cieniznę na drutach! *^o^* Ja akurat lubię taką dłubaninę, chyba następnym sweterkiem będzie znowu coś na 2,5 mm, jestem w ciągu po pasiastej bluzeczce. ^^*~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz dużo racji, wiele w tym marketingu, ale tu chociaż działa specjalna fundacja i pilnuje poziomu. W każdym razie, nie jest to pozycja żenująca. Też nabrałam chęci na powtórkę, tym bardziej, ze mam Kubusia ślicznie starego, kilka obrazków pokolorowałam nawet (nie wyszłam nigdzie poza linię, pewnie z szacunku).
      No ba, też się chciałam pławić w luksusowych włóczkach, jak Knitolog. :D Ale tak naprawdę, to od dawna gromadzę jedwab, więc ten szlak akurat trafił w dziesiątkę. :))
      Teraz dziergam trójkami jedwab pół na pół z merino, też cienkie. Na ogół lubię płodozmian, no ale widać tym razem posiedzę w cieniznach, jak Ty. :)

      Usuń
  7. Kiedy zmarł Nienacki, "Pany Samochodziki" żyły dalej. Różni ludzie pociągnęli serię w prawie w nieskończoność. Zajrzałem do kilku takich "dzieł" i jestem zdania, że bohater powinien jednak umrzeć razem ze swoim twórcą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale ja bym bardzo nie chciała, żeby Kubuś umarł. Jeżeli postać żyje, to jednym z takich przejawów są nowe przygody, no trudno. I akurat ten aspekt cenię, bo chociaż na ogół kontynuacje czy inspiracje są kiepskie, to zdarzają się też udane (chociaż dla mnie osobiście Joyce mógłby się powstrzymać przed swoją wersją Odysei). :))
      Ten Samochodzik to pewnie trochę tak, jak "Dla Elizy" w telefonach - to przykre wtedy.

      Usuń
    2. I jeszcze tylko podkreślę, że w tym przypadku naprawdę zadbano o jakość - jest Fundacja pilnująca wizerunku, są uznani pisarze dla dzieci i bardzo dobry nasz tłumacz. :)

      Usuń
  8. Mój Siostrzeniec Kubusia w trzeciej klasie podstawówki przeczytał i popłakał się, że to już koniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to jeżeli za bardzo nie wyrósł, Twój Siostrzeniec ucieszyłby się z tych przygód. :D

      Usuń
    2. Chyba wyrósł, bo teraz zaczytuje się serią wywiadów Artura Górskiego z Masą, ale kto wie, może mu podsunę razem z kolejnym wywiadem.

      Usuń
  9. u mnie leżą dwujęzyczne, ja czytam stronę po polsku a mój syn po angielsku ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie. :D Anglojęzyczny cały czas przede mną, zaczęłam, ale jakoś wymiękłam trochę przy tych różnych staroświeckich spiżarniach - trochę trudny język jak dla mnie, ale kiedyś go w końcu przeczytam. Należy mu się. :))

      Usuń
  10. u mnie leżą dwujęzyczne, ja czytam stronę po polsku a mój syn po angielsku ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Te nowe "Puchatki" to już niestety tylko chyba są na fali marketingowej tworzone.
    Ja niestety jako dziecko nie byłam fanką tej lektury, ale moi starsi synowie uwielbiali filmy i wszelkie książki (również te disnejowskie) z Puchatkiem i jego drużyną.
    Trzymam kciuki za Jedwabny Szlak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę tak, ale oni naprawdę dbają o jakość. Dobrzy, uznani pisarze dla dzieci i tłumacz. Tylko, niestety (dla nich) Kubuś jest genialny, trudno mu dorównać. :))
      Szkoda, ale Kubusia nigdy nie można skreślać, może jeszcze będziesz miała okazję go poznać. :))
      Dzięki!

      Usuń

Dziękuję za komentarz