"Miałem wszystko. Ale wszystko było ułudą. Nie było sposobu, żeby rozwiązać mój problem. Dopiero po wielu latach zacząłem powoli rozumieć, gdzie szukać rozwiązania. Proszę, nie zrozumcie mnie źle. To wszystko - Julia, wymarzony dom, milion dolarów tygodniowo - było wspaniałe i zawsze będę za to wdzięczny. Jestem jednym z największych farciarzy na świecie. I najlepiej na świecie się bawiłem.
Ale to nie była odpowiedź. Czy gdybym miał zrobić to jeszcze raz, znów poszedłbym na przesłuchanie do Przyjaciół? No pewnie, że tak. Czy znowu bym pił? No pewnie, że tak."
Przyjaciele, kochankowie i ta Wielka Straszna Rzecz, Matthew Perry
Kiedy weszłam do księgarni (po prezenty dla wnucząt), Matthew spojrzał na mnie od samego progu. Wiedziałam, że muszę go mieć, no i mam. Książka raczej dla fanów, czyli jak najbardziej dla mnie. Przyjaciół oglądam średnio raz na dwa lata (wszystkie dziesięć sezonów) i zawsze na koniec płaczę i zawsze żałuję, że to koniec i tylko resztki zdrowego rozsądku powstrzymują mnie od puszczenia tego serialu od początku. Moją ulubioną postacią jest Chandler grany przez Matthew Perry,ego, więc przeczytałam jego książkę ze ściśniętym sercem. To takie smutne, że tak bardzo nie można komuś pomóc. Niczym. Przyjaźnią, miłością, uwielbieniem, sławą, powodzeniem, pieniędzmi. Każdy sam osobiście musi się pozbierać i w sobie znaleźć siły, żeby przetrwać. Tu mamy historię walki z ekstremalnie Straszną Rzeczą, ale w sumie na co dzień też walczymy z różnymi lękami, smutkami i smuteczkami. Książka dla fanów albo dla kogoś, kto jest ciekawy historii jednego cierpienia.
Tymczasem siedzę sobie na emeryturze, spadł śnieg i się roztopił, było wielkie sprzątanie, wielkie gotowanie i wielkie zakupy. Wszystkie zakupy w ramach prezentów, więc mój bezzakupowy słoik trzyma się dzielnie i pęcznieje, podobnie jak moje biblioteczne półeczki.
Kubeczek dostałam od koleżanek i kolegów z pracy na nową emerytalną drogę życia. I w ogóle musieli mnie lubić, bo dostałam też płytę i to był ogromny szok i zaskoczenie.
Dimash (mój idol) wydał tylko jedną płytę i trzeba ją sprowadzić z Chin, więc nie kupuje się jej tak łatwo, jak wszystko inne w dzisiejszych czasach (poza przejściowymi trudnościami z cukrem). Zatem moje emerytura przebiega miło i przy cudnych dźwiękach.
Robię oczywiście na drutach i są to w dalszym ciągu getry, na szczęście koniec drugiej nogawki. W przerwach zrobiłam też dwie czapki z owcami.






















































