środa, 22 czerwca 2022
Niezmienność bibliotek
piątek, 9 października 2020
Piękno z pleśnią
„- O Matko Boska!
- A jeden mój student, którego poprosiłam o zreperowanie okna w sypialni, zbladł, zachwiał się i omal nie zemdlał, gdy zobaczył, jak ta moja sypialnia wygląda. My jesteśmy teraz w tak zwanym gabinecie. Jest jeszcze pokój romantyczny, ale książki są również w kuchni i w łazience, nie mówiąc o przedpokoju. Ludzie mi mówią, że mam jakąś niesamowitą umiejętność upychania książek i papierów, a one są jak żywe rośliny, które się pną. Pracuję przy tym zapchanym małym stoliku, bo biurko już dawno zarosło. Przepraszam, czy pani aby nie kopie moich książek?”
Książki i ludzie, Barbara Łopieńska
Właściwie mogłabym z tej książki wypisać wszystko, bo wszystko w niej jest piękne, i być prawie jak profesor Janion w pociągu:
„A kiedyś jechałam pociągiem na zajęcia do Gdańska i czytając po raz setny z rzędu Grażynę, żeby się przygotować do zajęć, trafiłam na ten cudowny opis: "Dyszała woda spod zielonych pleśni". Potoczyłam wzrokiem po siedzących w przedziale i resztkami sił powstrzymałam się, żeby nie powiedzieć: proszę państwa, tu jest taki piękny fragment, ja go państwu przeczytam. Opowiadałam to potem mojej najbliższej przyjaciółce, Marii Żmigrodzkiej, i ona powiedziała: tak, to jest piękne do szaleństwa, ale dobrze, że tego nie objawiłaś w pociągu.”
Książki i ludzie, Barbara Łopieńska
Może więc jednak nie powinnam wypisywać? Ale co tam, nie jestem w pociągu i po to założyłam bloga, żeby dzielić się wodą spod zielonych pleśni, bo przecież może ktoś się z taką nie spotkał. A może się spotkał i zapomniał.
Zatem książki i ludzie oraz potwory też.
„Potwory mnie interesują. Już w dzieciństwie zafrapował mnie
Człowiek śmiechu Victora Hugo. Potwór jest przeszkodą na tej naszej linearnej
drodze postępu. Tak sobie idziemy prostą drogą, a tu potwór. No i właśnie. Co
teraz robić? Czy go wyminąć, czy się przebijać przez niego? Co z nim zrobić w
ogóle?
- A co Pani Profesor robi w takiej sytuacji?
- Myślę o niedogodnościach linearnej, prostolinijnej koncepcji życia”
Książki i ludzie, Barbara Łopieńska
Książka legendarna, bo wydana raz i potem już nie – praktycznie nie do kupienia. Przeczytałam ją kilkanaście lat temu i właściwie to był pierwszy impuls do mojego minimalizmu, wtedy jeszcze się w niczym nie ograniczyłam – ani w zasobach ani w zakupach, ale zrozumiałam, że mieszkanie szczelnie wypełnione książkami to nie mój typ mieszkania. Okazuje się, że książki można kochać niezależnie od ich liczby na stanie.
„Jerzy Turowicz: - Odkąd redaguję "Tygodnik Powszechny", dostaję dużo książek, ale oczywiście i kupowałem, i dalej kupuję. Wchodzę do księgarni po jakąś książkę i nawet jeśli jej nie znajduję, wychodzę z trzema innymi. Nasz przyrost naturalny to co najmniej jedna książka dziennie. Nie mam pojęcia, ile ich jest, ale chyba ze dwadzieścia tysięcy. Ten stos, czy raczej mur, to wydawnictwa Znaku, z ostatnich dwóch lat. Ale nie ma w mojej bibliotece jakiegoś porządku. To jest nie do zrobienia.”
„[Paweł Hertz] Nie udało mi się, żeby w ogóle nie mieć książek.
- No co Pan mówi?
- Mówię, jak jest. No, nie udało mi się nie mieć książek. A w gruncie rzeczy jest tylko kilka książek, które naprawdę mieć warto i które są potrzebne. Doświadczenie wojenne przywiodło mnie do przekonania, że cała ta wiedza książkowa jest mało przydatna. Z wyjątkiem kilku pozycji.
- Jakie to książki według Pana?
- Te, które mówią o rzeczywistej sytuacji człowieka - nie tej wymyślonej, ale tej wiecznej. Nie wczoraj albo teraz, albo jutro, ale na stałe - zawsze. Takich książek jest bardzo niewiele. Przede wszystkim to Biblia, potem Boska Komedia, Iliada, Odyseja, Eneida i Pan Tadeusz. Te książki zamykają w sobie całe doświadczenie człowieka.”
Książki i ludzie, Barbara Łopieńska
Oczywiście Barbara Łopieńska przeprowadziła rozmowę nie tylko z panią profesor Janion (której książki poukładane w kilku piwnicach miałam okazję oglądać w „Ugotowanych” i to był niespodziewany bonus oglądania programów kulinarnych), ale również z Pawłem Herzem, Hanną Krall, Januszem Tazbirem, Jerzym Turowiczem i kilkunastu innymi ludźmi, a każda rozmowa jest nieco inna, każda fascynująca, pouczająca i dowcipna. Rozmówcy nie tylko oprowadzają po bibliotece, opowiadając co gdzie leży, co jest z czym pogrupowane, a co rozdzielone, ale również o tym co czytają, ile razy i jakich książek nie mają a chcieliby mieć oraz jakie mają, chociaż nie chcą.
Jednym słowem jest to idealna książka dla książkowych maniaków. Bo w manii nie tylko chodzi o to, żeby ją mieć, ale również zgłębiać kto jeszcze ją ma i w jaki sposób. Wtedy mania jest manią w pełni, czyli najlepszą.
Poza przeczytaniem „Książek i ludzi”, które wprawiły mnie w nastrój dobry i energetyczny wróciłam do biura. Z radości powrotu obfotagrafowałam całą drogę do pracy.
Kupowałam dużo warzyw i owoców, bo znowu bentowałam.
Patrzyłam jak pada deszcz.
Nakupiłam książeczek dla dzieci
Zorganizowałam blat, szuflady kuchenne i przyprawy i jestem już tak zorganizowana, że chyba mam czas gotować.
Napiekłam bułek wrocławskich. Nasuszyłam grzybów na zimę. No a potem wróciłam na bloga i wróciłam do Home Office.
W ramach robótek na drutach zrobiłam skarpetki.
Jest to trzecia para skarpetek według tego samego wzoru, więc trochę się nimi zmęczyłam i nabrałam ochoty na coś luksusowego, pięknego, zwiewnego i koniecznie z włoskami. Może mohair? Kto wie.
Bo tak sobie myślę, że piękno z pleśnią jest idealne na zarazę, czego i Wam życzę.
Dziękuję bardzo za odwiedziny i przemiłe komentarze, postaram się być teraz częściej, dobrego dnia!
poniedziałek, 13 lipca 2020
Końce i początki

czwartek, 2 kwietnia 2020
Resztki postrzelonych czytników
"Jestem prawie pewien, że dwa tomy Dekameronu znajdowały się wśród niewielu rzeczy, które właściciel przywiózł z ojczyzny. Ciekawe, od ilu pokoleń przekazywano je w jego rodzinie, zanim wylądowały niechciane w zawilgoconym mieszkaniu w New Cumnock. Teraz jednak zaczyna się ich nowe życie u młodej kobiety, która dziś je kupiła, i kto wie, co je czeka przez kolejnych kilkaset lat?"
Pamiętnik księgarza, Shaun Bythell
Kiedy poszłam do wirtualnego Empiku, zobaczyć jak kusi nas obniżkami w czasach zarazy i kwarantanny, pierwszą okładką jaka wyświetliła się na moim monitorze była okładka z kotem, książkami i księgarzem. Trudno było się nie skusić, kupiłam (chociaż obiecywałam sobie, że nic nie będę kupować w tym bezdusznym empikowym molochu), załadowałam na swój czytnik i dopiero potem zrozumiałam, jakie popełniłam fopa. Bowiem to właśnie Shaun Bythell strzela do czytników, co można zobaczyć osobiście na Yotube.
Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=6g2Kq8bt_PA
Nie poszłam w ślady strzelania, ponieważ z jednej strony rozumiem jego racje, to z drugiej strony myślę, że podobnie gliniarz, który utrzymywał się z lepienia glinianych tabliczek, mógłby strzelać do papirusu albo do pulpy drzewnej. Pewnych rzeczy nie da się powstrzymać, co prawda książka z papieru ma chyba jednak większe i dłuższe szanse niż gliniane tabliczki.
Ale wracając do rzeczy, czyli do pamiętnika. Są to roczne zapiski człowieka mieszkającego w Szkocji, który pewnego dnia wszedł do antykwariatu zapytać o książkę, a po lekkiej sugestii właściciela kupił cały antykwariat. W każdym zapisku jest data, liczba zamówień internetowych, liczba klientów i stan kasy. Jest też zwięzły opis minionego dnia i przeczytanych książek. Opisy są bardzo sugestywne, więc mamy wrażenie jakbyśmy razem z autorem jeździli po oblodzonych drogach oglądać wymarłe księgozbiory, czytali "Martwe dusze" w fotelu przy kominku, pakowali dziesiątki książek w pocztowe worki , przenosili tony literatury w kartonach, szukali okładkowego Kapitana, który jest czarnym kotem, objadali się śmietnikowymi rarytasami czy zderzali z klientami. Każdy miesiąc poprzedzony jest cytatem z eseju o księgarzach Orwella. I z cytatów i z pamiętnika jasno wynika, że praca księgarza jest trudna i niewdzięczna, a klienci dziwni, męczący i mało kupujący.
Pomimo tych niedogodności, Shaun Bythell oczywiście nie zamieniłby tego zajęcia na inne, bo najzwyczajniej w świecie kocha książki i ma je nawet w słupkach przed sklepem (co też można zobaczyć w internecie). Nic dziwnego, skoro mieszka w Wigtown, mieście książek. Miasto książek polega na tym, że ma dużo antykwariatów, książkowych turystów i największy szkocki festiwal książkowy.
Dla książkowego mola jest to więc lektura idealna. Z klimatem, atmosferą, lekką dozą zgryźliwości. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to że wszystkiego było trochę mało, ale zawsze mogę sobie ten niedosyt zrekompensować filmikami na Youtube. Jest też trochę literówek, czyli łowienie łosi w pobliskiej rzeczce na przykład. Można za to przemyśleć swoją postawę jako klienta i się poprawić ewentualnie, czyli kupować dużo, nie targować się, nie zadawać głupich pytań ani nie sprawdzać ostentacyjnie cen na Amazonie (którego autor Pamiętnika nie znosi jeszcze chyba bardziej niż czytników i ma ku temu racjonalne powody).
Poza przebywaniem myślami w Wigtown, dziergałam na drutach. Udało mi się dorobić kilka słonecznych promieni w projekcie Poranne promienie
Zapisałam się też do nadążnego robienia na drutach swetra resztkowego. Robienie nadążne polega na tym, że Małgosia podaje w odcinkach przepis na sweter i można nadążać za nią z drutami.
Sweter resztkowy jest kolejnym dowodem na to, że każdy najmarniejszy kawałek najmarniejszej włóczki ma potencjał, tylko czeka na swój projekt, żeby się przydać i zabłysnąć urodą.
Ku mojemu minimalistycznemu zmartwieniu, wszystko trzeba trzymać - nie ma tu śmieci.
Poza dzierganiem piekę na pocieszenie ciasta, robię kolorowe kanapki, oglądam Netflixa,
a moje home office, chociaż nie wygląda już tak sterylnie jak w dniu jego otwarcia, cały czas ma miłe duszy akcenty.
























































