"Słyszę kroki dziadka, bierze mnie na kolana, coś mówi. Dziś wyobrażam sobie, że powiedział:
- Popatrz, Stasiu, to książka o rajskich ptakach. Zobacz, jakie mają kolorowe skrzydła.
A ja już na zawsze zapamiętuję, że raj wygląda niepłowiejącą farbą drukarską i pachnie kurzem, i że wyobrażenie dalekich podróży może być ciekawsze niż sama podróż."
Sekrety antykwariusza Czy w raju pachnie kurzem, Stanisław Karolewski
Nie pamiętam zupełnie swoich pierwszych doświadczeń z książką, pamiętam tylko ogromną ulgę całej rodziny, kiedy nauczyłam się czytać i już nie musieli mi czytać godzinami, od tamtej chwili sama czytałam, sama w wypchanym tornistrze znosiłam do domu zdobycze z biblioteki, kwestia prezentów dla mnie była już od tamtej pory jasna. Książki pozostały miłym tematem i lubię książki na półkach, na zdjęciach, w księgarniach i w książkach.
A w tej książce jest bardzo, bardzo dużo książek. Sterty i kartony. Tłoczą się i piętrzą, kurzą i czasem pleśnieją. Dużo jest chcianych, dużo już niechcianych albo niepotrzebnych. Dużo przygarnianych i dużo odrzucanych. Dużo drogich a jeszcze więcej tanich. Są też wspomnienia i jest też antykwaryczna codzienność, mniej więcej teraz już wiem co w antykwariacie robić, a czego nie robić, bo codzienność jak wiadomo jest czasem miła a czasem nie. Jednak mimo tej nielekkiej (dosłownie) codzienności, przebija się magia i czar.
Niestety, niestety, pan antykwariusz w swoim antykwariacie o nazwie Szarlatan, jest we Wrocławiu, ale to chyba jedyny mankament tej książki. Ponieważ na razie nie jadę do Wrocławia patrzeć na półki w Szarlatanie, popatrzyłam na swoje. Patrzyłam razem z koleżanką, która była moim pierwszym krakowskim gościem i testowała mnie w związku z tym, jak się sprawdzam w roli gospodyni krakowskiej (na szczęście lało i wiało, więc przynajmniej nigdzie nie zabłądziłam, bo zwiedzanie zostało odwołane). Koleżanka zadała kilkanaście niezręcznych przeważnie pytań, czy przeczytałam już to i tamto (nie przeczytałam) i dlaczego to stoi tu a to gdzie indziej i dlaczego mity mam osobno i bajki osobno i czy nie powinny być jednak razem i jak to odróżniam. Pomogła mi uporządkować jeden regał biograficzny, wszystko się zmieściło poza moim antyzakupowym słoikiem, który kazała mi wyrzucić, jako że nie działa - nie zwiedzałyśmy, ale w drodze z dworca mijałyśmy jedną księgarnię, weszłyśmy i po godzinie pierwszy raz w życiu o mało nie zemdlałam przy kasie, kiedy wyświetliła się suma, ale czy to moja wina, że jako książkową maniaczkę los rzucił do miasta wydawnictw i księgarni? No przecież nie moja, a masło ponoć nie jest zdrowe).
W obronie słoika (do którego wrzucam metodą starożytnych Greków jeden koralik dziennie, kiedy nic nie kupię to biały, kiedy kupię coś to czarny przy czym dotyczy to kupowania rzeczy poza jedzeniem oraz higieną osobistą i ogólną. Mogłabym książki zaliczyć do higieny psychicznej, ale nie zaliczam jednak), powiem, że on w niektóre dni działa, naprawdę.
Kiedy zostałam sama, to dalej patrzyłam na półki i dwa dni noszenia później, mam już wszystko ustawione w porządku właściwym. To znaczy w mojej opinii właściwym, bo mity są dalej osobno a Platon jest raz w listach a raz w filozofii. Starożytnych ustawiłam chronologicznie zgodnie z sugestią kolegi z pracy (sugestia okazała się po fakcie żartem, na szczęście jestem i tak zadowolona, bo wiem teraz, czy Seneka był starszy czy Katon Starszy). Mam też eseje razem i książki o tłumaczeniach i książki o książkach. Książki o książkach muszą być, wiadomo.
Słoik zupełnie przypadkiem stoi obok książek o jedzeniu, ale jak się tak zastanowić, ma to swój sens i dodatkową motywację w nieutracaniu.
Poza tym staram się bez zaległości prowadzić swój zeszycik z lekturami
Wiem dzięki niemu, czy wybieram do czytania fajne książki i jaka była najfajniejsza. Wiem też, że w dalszym ciągu czytam za mało starożytnych ale za to więcej swoich i mniej powtórek.
Zrobiłam też sobie cele na obecny rok
Robię też na drutach kaszmirowy sweterek, robienie na drutach nie jest proste, zwłaszcza gdy wraca się od wnuków, zagląda do torby z robótkami, a tam taki widok:
Tymczasem zima przyszła, zamroziła wszystko, zasypała śniegiem i poszła. Wczoraj w Krakowie dwa razy zagrzmiało, więc chyba wiosna idzie, czego sobie i Wam życzę.
Dziękuję za wizyty i przemiłe komentarze, przepraszam, że tak długo mnie nie było, mam nadzieję się poprawić. Dobrego dnia!






























































