"...filolodzy mają skłonność do picia w samotności, jeśli już widują się ze znajomymi, to zwykle po południu, przy herbacie. Antropolodzy, przeciwnie, gromadzą się koło północy i z plastikowych pojemników na odpadki piją żytniówkę z sokiem grejpfrutowym. Za tą różnicą idą kolejne - na przykład na płaszczyźnie retoryki. Antropolodzy lubią wieść spory w czasie otwartych spotkań, na których wstają i wygłaszają swoje płomienne, często bezczelne, przemowy. Natomiast filolodzy klasyczni są prawie zawsze uprzejmi - w rezultacie często nie sposób dociec, o co im właściwie chodzi."
Filologia klasyczna i antropologia, James Redfield (za Antropologią antyku greckiego)
Cytat jest z początku książki, dalej już tak śmiesznie nie jest, a że teksty są autorstwa filologów, rzeczywiście czasami nie wiem o co im chodzi. Zwłaszcza, że na ogół kwestionują ustalenia innych filologów i tym sposobem moje przywiązania i skąpa wiedza o antyku greckim sypią się w gruzy, okazuje się bowiem, że Frazer nie miał racji i naciągał fakty (a jego teorie w Złotej gałęzi były takie piękne i magiczne), a mit o Demeter wcale nie dotyczy zboża tylko czego innego. Łatwo nie jest, czytam mniej więcej pięć stron dziennie, nic dziwnego więc, że urlop czyli wywczasy zaskoczył mnie w jednej trzeciej Antropologii. Podjęłam śmiałą decyzję i zabrałam potwora ze sobą, zwłaszcza że mam od niedawna nowy worek (od Lusi) takiej pojemności, że zmieściły się w nim wszystkie moje hobby.
Nad morzem trochę siedziałam na kocu (ale doszłam do wniosku, że w pewnym wieku jednak bardziej stosowny jest leżaczek plażowy), trochę nie wiedziałam czy patrzeć na morze czy na chmury, więc patrzyłam raz tu raz tu. Morze dla mnie jest kwintesencją wakacji, wolności, przestrzeni, nie wiem czy to kwestia kolorów, horyzontu, szumu wody, wiatru, sznurków bursztynów, mew , pamiątek, czy może tego wszystkiego naraz.
Chodziłam więc plażą, szalik powiewał frędzelkami, mewy skrzeczały dramatycznie, łabędzie wyginały wdzięcznie szyje albo drzemały niedaleko brzegu, statek kołysał się na falach, gofry się piekły, ryby wędziły i były to piękne dwa tygodnie.
W wolnych chwilach od patrzenia na morze robiłam alpakowe kwiatki i przyczepiałam szydełkiem do kocyka.
Zrobiłam też sobie sesję moich nowych sweterków na tarasie.
Paski dalej trochę mnie kłują w oczy, ale już zostaną, są z podwójnej nitki Alize - bardzo milutkie, luźne, idealne na ciepłe letnie wieczory albo dni wietrzne. Granatowy jest z Belle i mnie trochę gryzie, ale poza tym jestem z niego zadowolona.
I tak właśnie płyną dni do przepisowego lata, jedne urlopy się kończą, drugie się niedługo zaczną, bo na emeryturze najfajniejsze jest, że urlopów można mieć dużo a właściwie bez przerwy.
Dziękuję bardzo za Wasze wizyty i przemiłe komentarze, dobrego dnia! :)
PS. Antyk grecki zakładałam zakładką grecką
Ależ pojechałaś na wczasy z ambitnymi planami- mało , że taki pracochłonny kocyk, to jeszcze "Filologia z antropologią " na dodatek. No, ale wiadomo, ze nie chadzasz prostymi drogami. Nie spodziewałam się , że wyrób z Belle będzie tak elegancko prezentować się. Cardigan udał Ci się, brawo. Muszę przyjrzeć się tej włóczce, i proszę napisz, ile motków poszło. Bardzo fajnie , że cieszysz się każdą chwilą, spostrzegasz piękno w każdym wydarzeniu, czyli naprawdę masz urlop. Trzymaj tak i dalej, pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że trochę zostałam zaskoczona, Antropologii nie zdążyłam przeczytać przed wyjazdem (przez te biblioteczne wyskoki) i nie zdążyłam nic rozsądnego zacząć na drutach. Kolorowy kocyk nie jest robótką wyjazdową, no ale trudno.
UsuńDziękuję, Belle na żywo wygląda chyba trochę gorzej w porównaniu na przykład z Line z Sandnes Garn, ale zobaczymy, sweter raz prany. Waży 560 gramów, ale obszerny jest i długi.
Pozdrawiam serdecznie!
Dawniej była teoria literatury i ta teoria mówiła z czego i jak ta literatura się składa. Dziś jest teoria ( od czasów niejakiego Derridy) i ona nic nie mówi, tylko trzeba wiedzieć kto co powiedział. A ponieważ literaturoznawcy mówią i mówią i piszą to jeden człowiek pojąć już tego nie może. I trudno znaleźć dzieło, gdzie rzeczowo by opisano taką dajmy na to synekdochę. To pisałam ja, Gackowa, bo zalogowanie nic nie daje i jestem Anonimowa
OdpowiedzUsuńTrafnie powiedziałaś! Mnie się wydaje, że sami Grecy byliby zdumieni tymi teoriami, nie wiem czy by się w nich odnaleźli. Może Platon 😅
UsuńPozdrawiam serdecznie!
Bez wody nie wyobrażam sobie wakacji. Taka jestem. Chociaż chodzą po górach, lesie też wypoczywam. Jednak woda, szum morza, wiatru i mój ukochany skrzek mew ( a wiesz, że w Rzymie też je słychać? Uwielbiam!) sprawiają, że moja dusza się rozpływa. Ja jestem z tych siedzących na krzesełku, pod parasolem, z książką, z drutami w rękach. I mnie to nie nudzi. Relaksuje mnie. Bardzo.
OdpowiedzUsuńSwetry oba świetne! Wakacyjne, duże, luźne, wygodne. Super! Kocyk bardzo mi się podoba, kiedyś chciałam taki zrobić. Znam jednak siebie. Chyba nigdy by nie powstał:)
Morze nasze morze... Kojący szum fal i pokrzykiwania mew pilnujących, by ten kojący szum fal nas nie uśpił. Mieszkam jakieś 12 km od niego i... rzadko odwiedzam. Swetry piękne, kocyk rewelacyjnie kwitnie. Pozdrawiam :-)
OdpowiedzUsuń