Natomiast Marquez. Marquez jest mistrzem detalu. Jest też mistrzem fizjologii. Miłość w czasach zarazy zaczyna się od końca, czyli od śmierci, która właściwie jest początkiem miłości, a właściwie jej końcem. Bo początek i koniec w życiu czy w miłości, zupełnie jak w kole, nie ma znaczenia. I ciągle jest kwiecień i Fermina haftuje na tamborku w cieniu migdałowca, a na tyłach pasmanterii Florentino pisze do niej list. Siedemdziesiąt stron zachwytów.
Marquez jest też mistrzem gawędy, wystarczy więc dać się ponieść jej nurtowi i dać się ponieść w jej meandry. I nic wtedy nie dziwi, ani magia w realiach ani realia w magii.
Marquez jest też mistrzem słowa. Słowa w Miłości są orzeźwiające jak powietrze po burzy, są przejmujące jak zapach gorzkich migdałów, są wygadane jak papuga Urbina. I nawet jeśli mówią o sikaniu na deskę klozetową, to i tak zachwycają. Tak, można tak powiedzieć, Marquez to mistrz.
Zakładka zgodnie z czasem, wiosenna. :)
W tle dziergają się również szare myszki mitenki, których na razie jest pół.
A tu koło w okazałości swojej, czyli z góry.
Bardzo Wam dziękuję za miłe komentarze i odwiedziny. :)