"Pamiętasz: gdy byłeś dzieckiem, twoi rodzice musieli na ciebie krzyczeć, żebyś nie biegał tak szybko?"
Urodzeni biegacze, Christopher McDougall
To moja trzecia książka o bieganiu w bardzo krótkim czasie. Muszę powiedzieć, iż czuję się praktycznie jak maratończyk a nawet jak ultra i jestem zachwycona.
Tym razem autor jest amerykańskim reporterem świeżo nawróconym na bieganie (obecnie biega z amiszami w Pesynwalii), który pojechał do Meksyku poznać plemię Tarahumara. Plemię urodzonych biegaczy. Albo inaczej - plemię ludzi, którzy nie zapomnieli, że są urodzonymi biegaczami.
Tarahumara mieszkają w Meksyku, robią sobie gumowe sandały, piją dużo piwa i wśród kaktusów biegają setki, setki kilometrów w ramach zabawy. Bo ludzie mają bieganie we krwi. I w stopach, o których da Vinci mówił, że są cudem przyrody.
"Nie rozglądaj się wokół, po prostu pogrąż się w transie, patrząc jak ziemia przesuwa się pod stopami."
Urodzeni biegacze, Christopher McDougall
Porywająca lektura, mega pozytywna i bardzo motywująca. Ja jeszcze nie wyrwałam się w trasę (trochę ciemno i mży za oknem), ale na pewno się wyrwę, bo okazało się w wyniku różnych badań, że bieganie to jedyna dyscyplina, w której forma nie zanika nawet w późnej starości.
Tymczasem dziergam (bo dziś środa u Maknety - czytanie z dzierganiem oczywiście) prezent. To znaczy taki był plan, ale u mnie zawsze kupowanie prezentów dla bliskich zaczyna się kupowaniem prezentów dla siebie samej (i w zasadzie na tym się kończy). Nawet już z tym nie walczę, jestem pogodzona, więc nie broniłam się, kiedy okazało się, że to samo jest z prezentami dzierganymi. Mam zatem na drutach Rosinę.
Jedyne co mnie powstrzymywało to nie tyle prezentowa konieczność ale sam wzór -13 stron opisu po angielsku. Schematy, opisy, tabelki, liście, warkocze. Jedyne co mnie zmotywowało, to wizja piętnastego sweterka z okrągłym dekoltem. Wydrukowałam wzór, przeczytałam w całości, wybrałam Limę (trochę jakby przyciężka) i zaczęłam.
Oczka liczę na dwóch licznikach (jeden ogólny, drugi warkoczowy) i zapisuję przy trzech schematach (kołnierz, plecy i dekolt). Dodatkowo pilnuję, żeby wzór na plecach się rozgałęział, żeby dodawały się oczka reglanu i żeby liście miały zawsze dziesięć oczek i zawsze były do góry.
Poza tym jest naprawdę prosto. I to mówię ja, której czasem myli się oczko prawe z lewym. Wzór jest rozpisany jak marzenie. Jeszcze zanim zaświta mi w głowie pytanie - a co się dzieje w ósmym rzędzie i ile mam właściwie oczek w prawym rękawie - autorka jak krowie na granicy tłumaczy, że w ósmym rzędzie zakręcamy dwa warkocze i oczek w prawym rękawie powinnam mieć 52. Po czym drukuje tabelkę nie tylko z prawym rękawem, ale również z lewym.
Na razie mam kawałek pleców z nierozgałęzionymi jeszcze liśćmi, dwa rękawy, dwa przody i spory kawał kołnierza, co do którego jestem bardzo ciekawa, jak się będzie układał, bo jest nietypowy. Fason ma szansę być moim ulubionym fasonem i już widzę go w różnych włóczkach.
Prezent jednak na pewno wydziergam i na pewno zdążę do świąt, nie będę przecież wyrodną matką.
Dziękuję bardzo serdecznie za odwiedziny i komentarze. Miłego dnia! :)
















