niedziela, 16 grudnia 2018

Gęsi, guru i merino, czyli coraz bliżej Święta

"Reszta dnia upłynęła tak, jak zwykła upływać gęsiej matce. Poszliśmy na łąkę zbierać delikatną młodą trawę i udało mi się przekonać moje dziecko, że posiekane twarde jajo zmieszane z pokrzywą jest świetnym jadłem. A dziecku z kolei udało się przekonać mnie, że - przynajmniej na razie - jest całkiem niemożliwe, abym choć na minutę je opuścił i pozostawił samo. Natychmiast bowiem wpadało w taką rozpacz i trwogę, płakało tak wzruszająco, że po kilku próbach poddawałem się i zmajstrowałem mały koszyczek z uchwytem, w którym mogłem je stale nosić. Tylko sen dziecka umożliwiał mi swobodne poruszanie się"
Opowiadania o zwierzętach, Konrad Lorenz



Każdy nałogowy czytelnik (albo nawet zwykły) odrywa się w pewnym momencie od samej książki, a zaczyna myśleć o autorze. Okazuje się, że autorzy są różni. Są tacy, o których nie myśli się w ogóle, są tacy, o których też się myśli przez mgnienie z wdzięcznością, albo wręcz przeciwnie - z niechęcią. Są autorzy zupełnie przezroczyści, niewidoczni zza swojego tekstu, jak Homer, albo są tacy, którzy cali są swoim tekstem, jak Proust. Są tacy, których chętniej się czyta, niż spotyka na żywo i odwrotnie. 
Ale jest też grupa, bardzo nieliczna, autorów, których się kocha wielką miłością i wielbi właściwie od pierwszych słów. Tacy, których zdjęcie ustawia się jako pulpit telefonu, albo w postaci magnesiku przypina do lodówki. 



Źródło: https://www.discogs.com/artist/1359177-Konrad-Lorenz

I właśnie Konrad Lorenz, przyrodnik, noblista, miłośnik zwierząt, jest z tej grupy. Chciałoby się go słuchać, na niego patrzeć i za nim podążać niczym za guru jakimś. Kiedy opisuje akwarium, ma się chęć od razu zakładać swoje, bez względu na obowiązki zawodowe. Kiedy opisuje historie małżenskie pielęgnic, ma się chęć natychmiast wstąpić w związki, albo ostatecznie obserwować perypetie miłosne w nabytym właśnie akwenie wodnym, bo lepsze są niż u samego Balzaca albo w świecie seriali.

Oczywiście bardzo też się nabiera ochoty na wodzenie gromadki gąsiątek i to mimo naszych perskich dywanów. Lorenz, jako przyrodnik, nie poetyzuje bowiem i nie ukrywa, jak wygląda dywan po wizycie zestresowanych gęsi - otóż nie da się już go wyprać. 
Poza całym mnóstwem historii wręcz anegdotycznych, poza mnóstwem wnikliwych obserwacji, poza dużą dozą humoru, dobroci i optymizmu, mamy w tych opowiadaniach piękny, żywy, barwny język, więc przyjemność czytania jest ogromna i właściwie mogłabym cytować opowiadanie po opowiadaniu. 

"Jedna z najładniejszych zabaw kakadu, przypominająca swą twórczą wynalazczością i rzeczowością małpy i ludzkie dzieci, zrodziła się z gorącej miłości Koka do mojej matki, która - póki mogła przebywać w ciepłym ogrodzie - bez przerwy robiła na drutach. Kakadu zdawała się posiadać całkowity wgląd w mechanikę kłębka oraz przydatność wełny. Zawsze brała koniec wełnianej nitki do dzioba, po czym szybowała w powietrzny przestwór, rozwijając za sobą kłębek. Niczym latawiec z długim ogonem ptak wzbijał się wysoko, po czym krążył dokoła wielkiej lipy, która wówczas rosła przed domem. Pewnego razu, gdy nikt mu w tym nie przeszkodził, osnuł drzewo aż po czub barwną włóczką, której nie można było zdjąć z sękatej, rozłożystej korony. Goście stawali zdumieni przed ową lipą nie rozumiejąc, w jakim celu ozdobiono ją w ten sposób ani jak tego dokonano."
Opowiadania o zwierzętach, Konrad Lorenz

Poza samą, czystą przyjemnością czytania i wizualizowania Lorenza na łące albo na dachu, znajdziemy też cały szereg bardzo rzeczowych porad, jeżeli chcielibyśmy sobie kupić coś żywego, a nie wiemy co, albo co gorsza, mamy zamiar kierować się modą. 

"Niewiarygodnie dużo czasu spędziłem tego pierwszego „gęsiego lata" z moim dziesięciorgiem dzieci i niewiarygodnie dużo nauczyły mnie one. Szczęśliwa nauka, w której zasadnicza część badań polega na tym, że nago drepcze się po naddunajskich łąkach i pływa w towarzystwie gromadki dzikich gęsi. Jestem człowiekiem bardzo leniwym, tak leniwym, że o wiele lepszy ze mnie obserwator niż eksperymentator. W istocie pracuję jedynie pod przymusem najcięższych Kantowskich moralnych imperatywów, zawsze wbrew moim naturalnym skłonnościom. W takim czysto obserwującym życiu i pracy z dziko żyjącymi zwierzętami wspaniałe jest to, że zwierzęta same są tak cudownie leniwe. Idiotyczny pośpiech pracy nowoczesnego człowieka cywilizowanego, któremu brak nawet czasu, by posiadł prawdziwą kulturę, jest obcy zwierzęciu. Nawet pszczoły i mrówki, owe symbole pilności, spędzają większą część dnia na dolce far niente, tylko wówczas nie widzi się tych obłudników, ponieważ - gdy nie pracują - siedzą w swych budowlach."
Opowiadania o zwierzętach, Konrad Lorenz

Moje dolce far niente jest całkiem zaniedługo, Boże Narodzenie za pasem, tymczasem przygotowania świąteczne, wieszanie śnieżnych firanek, wyjmowanie kubków z aniołkami, zakładanie książek zimowymi zakładkami i ozdabianie robótek gwiazdkowymi markerami. W roli robótki oczywiście czarny sweterek merino, drugi rękaw w drugiej połowie i już bardzo chce mi się jakiegoś koloru. I czegoś mniejszego niż sweter. Jest nadzieja, bo przekopałam się w końcu przez miliony zdjęć i mogę wreszcie znowu zasiąść w fotelu i produkować wyroby wełniane w dużych ilościach.

  
Czego i Wam życzę, każdemu takiego dolce, jakie lubi. :D 
Dziękuję bardzo za odwiedziny i przemiłe komentarze - dobrego dnia!

Ps. Opowiadania czytałam w ebooku, więc nie zakładałam niczym, za to jako bonus zdjęciowy - powrót do czasów dawnych, kiedy miałam białą plastikową torebkę, kokardę w grochy, a moda kobieca była bardzo kobieca.




20 komentarzy:

  1. Czarny sweter musisz koniecznie pokazać😄a gęsi często miałam i to są moje ulubione zwierzęta hodowlane:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się nie mogę doczekać, kiedy go skończę!
      Z gęśmi miałam niemiłe przygody, bo syczały na mnie i bałam się ich. :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Ależ Ty jesteś zorganizowana. Ja jeszcze nawet nie zdążyłam lampek wyciągnąć...

    Pozdrawiam serdecznie, Olimpia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wiekiem organizacja się poprawia znacznie. Chyba, żeby zrekompensować wolniejsze poruszanie się. :D
      Pozdrawiam serdecznie!!
      PS. Lampki to ja dzień przed Wigilią dopiero. :))

      Usuń
  3. Wstyd wielki mnie ogarnął, bo nie znam Konrada Lorenza. Za to już pierwszy fragment zachwycił mnie ogromnie. Plastyczność opisów jest niesamowita i bardzo wciągająca. Chyba muszę nadrobić moją niewiedzę.
    Jeśli chodzi o święta, to nie przygotowuję się wcale. 22 grudnia jedziemy na Langkawi, czyli malezyjską wyspę, aby leniwie z drutami i książką odpocząć. Zresztą niezmiennie zadziwia mnie, kiedy z upału wchodzę do centrów handlowych i słyszę świąteczne posenki i widzę przepiękne dekoracje, których nasze sklepy mogłyby pozazdrościć. Ponad 30 stopni w żaden sposób nie pasuje do Bożego Narodzenia.
    Pozdrawiam słonecznie, ale zza malutkich chmur:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden wstyd. Oj, cieszę się, że Ci się podoba - nie mogłam się zdecydować, bo cała historia o tej gęsi jest cudna. Bardzo chętnie Ci te opowiadania pożyczę (mam e-book, a pamiętam, że masz czytnik).
      Biedna, to prawda - upał zdecydowanie nie pasuje do choinki.
      Pozdrawiam serdecznie ( i z domu Ci wyślę Lorenza)

      Usuń
  4. Z pisaniem jest tak, jak z fotografią przyrodniczą i każdą inną. Jeżeli nie jest to Twoja największa pasja w życiu, figa z makiem z tego wyjdzie:) PS. W tym roku nie robimy Świąt. gŁośce strzelił kręgosłup i doszliśmy do wniosku, że jak raz nie będzie choinki, ozdób i jedzenia (żartuję, jedzenie będzie, gdyż mój kręgosłup ma się dobrze), to świat się nie zawali:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ale sama pasja nie wystarczy. Jeszcze dodatkowo trzeba mieć dar opowiadania, czy przekazywania emocji. Bo grafoman pasjonat, to jednak nie do czytania jest. :D
      PS. No jasne, święta samą choinką nie stoją, zdrowie ważniejsze. :)

      Usuń
  5. A mi LOrenz jakby mignal pare lat tem,u i chyba jest w swietym notesie , gdzie m.in. jest dzial "ksiazki". teraz tylko trzy wanny czasu i wioooo! bede czytac (na Kundelku DALEJ jest cos 760 ksiazek i probek. ja sie zaszczele!!). Ciemne swetry sa nie do robienia zima - ja w ogole wzoru nie widze, szczegolnie jak jest dosc delikatny, wlasnie sie okrutnie mecze z granatowym czyms, na okraglo robie i 264 oczka mnie wtlaczaja w melancholie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 760 książek - to stosik, który już lekko onieśmiela. Ja przestałam myśleć, ile sztuk ma mój stosik, od razu lepiej się czuję. Czytam po prostu po kolei. A raczej jak wypadnie. :))
      To prawda, najlepiej byłoby przy oknie w godzinach okołopołudniowych, ale ja wtedy przeważnie w pracy siedzę. :D

      Usuń
  6. Przepraszam, ale nie mogę zmilczeć. Miły, urzekająco charyzmatyczny Lorenz był również propagandystą nazistowskim otwarcie wzywającym do czyszczenia rasy i eksterminacji społecznych mętów. Tak że byłabym ostrożna z podążaniem za tym guru w każdym aspekcie jego twórczości. Niektórzy podążali.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego z okazji świąt :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykre, nie wiedziałam. Teraz też nie znam szczegółów, więc trudno mi się wypowiadać.
      Na pewno w tych opowiadaniach, które czytałam żadnej propagandy nie ma.
      A co do tej ostrożności, to mam jednak nadzieję, że odróżniłabym akwarium od nazizmu.

      Pozdrawiam i wzajemnie - Wesołych Świąt. :)

      Usuń
    2. Warto zaznaczyć, że po doświadczeniach w Polsce i na froncie wschodnim całkowicie zrewidował swoje poglądy w starciu z rzeczywistością.

      Usuń
    3. Tak też wyczytałam, że napisał o wpływie nazizmu i komunizmu na psychikę ludzką.

      Usuń
  7. Masz sliczne markery, az zazdroszcze :)))
    Zdjecia z baaardzo dalekiej przeszlosci wzbudzaja we mnie melancholie... to se ne wrati :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Oryginalnie to kolczyki z Rossmana, bardzo przydatne również w innych zastosowaniach. :)))
      Tak, we mnie też. Nie da się tam wrócić, choćby nie wiem jak się starać.

      Usuń
  8. Opowieści o zwierzętach uwielbiałam jako dziecko i uwielbiam nadal, toteż z pewnością sięgnę po Lorenza.
    Fajne pazureiry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto. Tylko w jednym się z nim nie zgodziłam - kiedy zachwalał chomiki, jako słodkie zwierzątka domowe. W drugim wydaniu opowiadań tę opinię zweryfikował. :D
      Dziękuję!

      Usuń
  9. Miałam na święta takie laseczkowe kolczyki! ^^*~~
    Szkoda, że kiedyś zdjęcia nie były kolorowe, ale byśmy się naoglądały ciuchów i dodatków! A tak, wiele pozostaje dla naszej wyobraźni i musimy zgadywać, jak to na żywo wyglądało, szczególnie przy zdjęciach, na których są nasze mamy i babcie.

    OdpowiedzUsuń
  10. O autorach podczas czytania rzadko myślę, no chyba, że czytam coś, co zmusza mnie do zastanowienia, czy autor czymś się przy pisaniu nie wspomagał, skoro napisał, to co napisał - ostatnio tak miałam całkiem niedawno, przy "Akademii Pana Kleksa".

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz